Południca – dość przydługawa historia powstania pewnego obrazu

Lis 9, 2016

Parę dni temu zostałem zapytany przez znajomego o obraz Południca, który od dwóch lat wisiał w mojej pracowni. Znajomy zapytał czy obraz jest dostępny. Z automatu (tak jak to robiłem przez ostatnie 2 lata) odpowiedziałem: „…jeszcze nie, potrzebuję jeszcze chwilę żeby go dokończyć”. Po tej rozmowie zadałem sobie pytanie: o co do cholery chodzi?, że obraz, który zacząłem malować w czerwcu 2014 roku, który pokazałem po raz pierwszy na wystawie Moja Podróż Przez Kolory w Pubie Garaż w czerwcu tego samego roku Wystawa Moja Podróż Przez Kolory – Południca od 36s, który wielokrotnie był oglądany przez osoby bywające w mojej pracowni, który te właśnie osoby już dawno chciały kupić, który budził różne emocje wśród oglądających – od radości poprzez strach – wciąż wisi niedokończony u mnie?

No właśnie. A kim właściwie jest Południca? www.SlowiaskiBestiariusz.pl podaje taki opis: Południca: rżana baba, żytnia, baba o żelaznych zębach. Nie ważne, jak ją nazwiesz, biada Ci, kiedy ją ujrzysz. Demon ten kobiecy niesie ze sobą śmiertelne niebezpieczeństwo dla tych, którzy w samo południe podczas upalnych dni odważyli się pracować w polu. Przybierała różne formy. Czasami objawiała się jako wir powietrzny, innym razem zaś jako ubrana na biało piękna blada niewiasta z rozchwianymi włosami. Niektórzy twierdzili, że ta urodziwa cielesna powłoka to tylko urok rzucony na ofiarę, a tak naprawdę południca była brzydką, wychudzoną staruchą. Niezmiennym jednak elementem jej towarzyszącym był sierp, którym zabijała swoje ofiary, oraz zarzucony na plecy worek na porwane dzieci. Czasami spotykano je, gdy wylegiwały się i wygrzewały na snopach siana. Uważano, że południcami stawały się kobiety, które umarły przed lub krótko po ślubie. Zsyłały na żniwiarzy, i to w szczęśliwszym dla nich dniu, omdlenia i zawroty głowy, ale nie miały oporów przed zabijaniem. Południce lubiły też zadawać zagadki swoim ofiarom, a w przypadku złej odpowiedzi, nieszczęśnicy tacy natychmiastowo tracili życie. A jeśli napotykała odpoczywającego w słońcu żniwiarza, śpiącego, nie osłoniętego żadnym cieniem, dusiła go lub dotkliwie parzyła. Nie tylko pracujący w polu mieli obawiać się tych demonów, również dzieci nie były bezpieczne. Południce uwielbiały porywać takie oddalające się od swoich rodziców nieposłuszne potomstwo, a następnie zakopywać je żywcem. Czy jest jakiś sposób, by ochronić się przed południcą? A owszem, jest. Najprostszy z możliwych – unikać pracy w upalne dni w południe, najgorętszą część dnia, i schronić się w cieniu lub wrócić do domu. Wydaje mi się, że jest to skuteczniejsze niż święcona woda, którą zapewne wielu chrześcijańskich misjonarzy skrapiało pole.

Dziwne. Moja Południca, którą teraz można oglądać ukończoną wcale nie wpisuje się w powyższy opis. Ma duże niebieskie oczy, alabastrową skórę, rude włosy i mnóstwo piegów. Słowem – sympatyczna, miła, wręcz hipnotyzująca. Olek Majchrzak z grupy Jar, kiedy powiedziałem mu, że maluję obraz inspirowany utworem Południca skomponowanym przez niego na płytę Po Drugiej Stronie Mgły Jar Południca puknął się w czoło, kiedy go zobaczył i powiedział: no co Ty chłopie, przecież południce to były brzydkie baby a twoja jest ładna (!). I tu jest chyba odpowiedź – omotała mnie i zakręciła jak baranie rogi, no bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że tak długo nie pozwoliła się dokończyć i trzymała w garści…?

 

 

Pin It on Pinterest

Share This